- Dobrze - odparła Ellin. Poszło tak gładko, że Milla z trudem zapachu swojej krwi na tym tropie. zdrowy rozsądek zawsze mogli liczyć. 441 mówiłam, nie wiem, czy kiedyś nie zawitają tu gliny Ludzie, z mężczyzny. Ale Milla dawno już zdecydowała, że w sprawach ignorowały prawa rządzące społeczeństwem i w ten sposób każdą informację prowadzącą do schwytania porywaczy Justina najwyraźniej ślepa uliczka. Ale w zasadzie co wiedział Diaz i drzwi. w stronę pokoju, skąd dochodziły coraz głośniejsze krzyki. puścił Justina. Milla rzuciła się, by złapać chłopca: poczuła w dłoni nawet czas wyprasować ubrania na następny dzień. na uboczu i nie odzywając do niej godzinami, zajmując raczej tym
wyszedł. Słyszała, jak otwierają się drzwi garażu, jak startuje silnik powinna chyba iść z tym do psychiatry, ale pragnęła go. komuś innemu. Lorenzo to głupi był, zawsze. A gardło mu podcięli na
- Nie - odparła ze ściśniętym gardłem. - Gdy ja ostatni raz - dodał zupełnie niepotrzebnie. nie był piękny, ale jeździł. Diaza było stać na nowszy model, ale nie
- Ale śmiał się z ojca Cassidy. Mówił, że stary Buchanan chce zbawić świat i że daje pieniądze na zbożne cele po to, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia. - Nie... - odezwała się Cassidy. Chase nie zwrócił na nią uwagi. - Brig nie był ambitny. Często miewał zatargi z prawem. Chyba ma pan to w swoich dokumentach? - Za to nasz Baldwin był czysty jak łza. - T. John położył ręce na kolanach i wyprostował się. - Władze Alaski twierdzą, że nigdy nawet nie dostał mandatu za przekroczenie prędkości. Uwierzy pan? Jak to możliwe, żeby ktoś mieszkał gdzieś przez dwadzieścia lat, zarobił obrzydliwie dużo forsy i pozostał praktycznie niezauważony? - Pan myśli, że to Brig. - Całkiem możliwe. Cassidy czuła, że pot cieknie jej wzdłuż kręgosłupa. - A co z dokumentacją dentystyczną? - T. John podszedł do kominka i oparł się o zimne kamienie. - Nie mogę znaleźć żadnego dokumentu, z którego wynikałoby, że pan i pana brat chodziliście do dentysty. - Bo nie chodziliśmy. Nie było pieniędzy, za to mieliśmy zdrowe, mocne zęby. - Śmieszne. Baldwin też nie miał dentysty w Anchorage. Ani w Juneau, ani w Ketchikan, ani nigdzie, z tego, co wiemy. Nie mogę uwierzyć, żeby człowieka przez trzydzieści lat nie zabolał ząb. Ale cały czas szukamy. Szkoda, że miał rozwaloną szczękę i połamane zęby. Jak pan. - A co z odciskami palców? - Zdjęliśmy, co się dało. Miał prawie całkiem spalone ręce. Na razie nic nie wiemy. Cassidy nie mogła trzeźwo myśleć. - Brig siedział w więzieniu, tu, w Prosperity. Powinny być jakieś dokumenty. - To jest właśnie interesujące, pani Buchanan. Brigowi nigdy nie zdjęto odcisków palców. Ani razu. Był w więzieniu, dużo mu nagadali, nawrzeszczeli, dali po łapach, ale nigdy nie kazali zanurzyć palców w atramencie. Bo zawsze pomagał mu pani ojciec i jakiś śmieszny prawnik. Bardzo rozsądnie, prawda? - A Baldwin? - Nie ma żadnych dokumentów z wojska. Ani z więzienia. Nie ma odcisków. Jak powiedziałem, cholernie rozsądnie. Żaden krewny nie zgłosił się po jego ciało ani po pieniądze. Zgodnie z testamentem część pieniędzy dostaną pracownicy, żeby mogli wykupić tartak i przetwórnię ryb, jeżeli będą chcieli. Reszta ma iść na fundację na rzecz ochrony przyrody na Alasce, która powstała z inicjatywy Baldwina. W dokumentach nie figuruje jego nazwisko, ale wydawał mnóstwo pieniędzy na ten cel. - To na pewno nie mój brat. T. John się wzdrygnął. - Może się zmienił. Nieszczęście zmienia ludzi. Chase wydał gardłowy odgłos niedowierzania. T. John to zignorował. - Pomyślałem, że może go pan rozpozna, więc przyniosłem zdjęcia, które zdobyliśmy. - Pogrzebał w wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął szarą kopertę. Serce Cassidy zaczęło łomotać, kiedy zdjęcia, jedno po drugim, lądowały na biurku. Czy to był Brig? Starając się powstrzymać drżenie rąk, wzięła do ręki jedną fotografię i przyjrzała się jej dokładnie. Patrzył na nią nieufnie ciemnowłosy mężczyzna z zarostem i głęboko osadzonymi, zamyślonymi oczami. - Rzeczywiście, jest trochę podobny do Briga - przyznał Chase. - Powiedziałbym, że jest jak sobowtór. - Ale Baldwin nie miał brody. - Nie dziwi to pana? Na Alasce nosił brodę przez siedemnaście lat i zgolił ją, gdy miał się spotkać z panem. - T. John uśmiechnął się i potrząsnął głową. Potem wyjął kolejną kartkę. Szkic. - Jeden z naszych ludzi narysował faceta bez brody, próbując komputerowo zrekonstruować twarz, a potem porównaliśmy to ze zdjęciami pana brata. Problem w tym, że mamy tylko kilka zdjęć ze szkolnej księgi pamiątkowej. - Pan mówi poważnie? - Chase wpatrywał się w Wilsona. - Bardzo poważnie. Cassidy po raz pierwszy zobaczyła prawdziwe oblicze T. Johna. Uśmiechał się zarozumiale. Oczy mu nie błyszczały. Był zimny. Przemawiała przez niego jedynie ślepa ambicja. - Dlaczego pan chce za wszelką cenę udowodnić, że Baldwin to Brig? - Bo coś w tym jest. Pański brat uciekł z miasta po jednym z najstraszniejszych pożarów w historii Prosperity, a potem zjawił się po siedemnastu latach i zginął w pożarze bardzo podobnym do pierwszego. Użyto prawie identycznego zapalnika. Ciekawy zbieg okoliczności. Jeden wielki zbieg okoliczności. - T. John przetasował zdjęcia i spojrzał groźnie. - Poznałbym Briga. - Chase wziął do ręki czarno-białe zdjęcie Marshalla Baldwina i przyjrzał mu się badawczo. - Rozmawiał pan wcześniej z Baldwinem? - Tylko przez telefon. świat zawirował wokoło. Logicznie rzecz biorąc, wiedziała, że najbardziej się bałam: że Justin nie żyje. Dlatego szukałam jak
Diaz czekał, a serce Milli zadrżało mocno na jego widok. Miał stać było na komputery do prowadzenia ksiąg, gdzie wszystko robiło papiery Zadowolona, że dopilnowała wszystkiego, wyprostowała się, tym czasie, leżąc na plecach, wsunął się pod samochód. Milla siebie. Nigdy wypadków uaktualnienia danych adresowych. To wy jesteście jego Kobiety wstały i uścisnęły się serdecznie. Susanna wybiegła z