- Zazwyczaj to faceci po czterdziestce, a ci jakoś mnie nie interesują – parsknął,

- Ale jeśli się nie wybierzemy w Nieznany Czas, nigdy się nie poznam z... tobą odmienioną.
Mark przytaknął.
siebie... Myślę, że oni wszyscy - Król, Próżny, Pijak i Bankier - nie mają przyjaciół i nie umieją być przyjaciółmi dla
- Ona wcale tobą...
Trafiła w tors. Chmura białego proszku na moment wzbiła się w powietrze, a potem opadła, obsypując grubą warstwą paradny strój księcia. Cała trójka dorosłych zamarła na długą chwilę.
Jego myśli znów pobiegły do niej. Co ona powiedziała? Że zakochała się w nim? Musiało się jej coś przywidzieć... A jeśli nawet naprawdę tak było, to będzie musiała się od-kochać. Trudno.
- Witaj Królu. Nie przybyłem tu jednak jako twój ambasador...
- Jak to zrobiłaś? - wyrwało się księciu i tym razem to w jej oczach zamigotało rozbawienie.
- Wyglądasz, jakby ktoś cię przejechał walcem - powiedział Chris. - Masz kłopoty z kręgosłupem? - Spałem na kanapie o jedną trzecią krótszej ode mnie. Kręgosłup boli mnie, jakby przebiegło się po nim stado bizonów. Natomiast ty - przyjrzał się Chrisowi spode łba - jesteś świeży jak pączek róży. - Huff kazał mi tu przyjechać wcześnie rano. Przypomniałem mu, że dziś jest sobota i oznajmiłem, co sobie myślę na temat pracy w weekendy, ale pozostał niewzruszony. Chciał, żebyśmy byli tutaj przed zmianą wachty. Więc jestem, na kacu, lecz wykąpany i ogolony, a to dużo więcej, niż można powiedzieć o tobie. - Daj mi pięć minut. - Beck wyciągnął z szuflady zestaw przyborów toaletowych, a z szafy ubranie na zmianę. - Przywiozłem to z domu kilka dni temu, na wypadek, gdybym musiał zostać na nocny dyżur. Wyszli z biura razem i powędrowali w kierunku męskiej toalety, gdzie przewidująco kazali zainstalować prysznic. - Gdzie byłeś wczoraj w nocy? - spytał Beck. - W klubie w Breaux Bridge. To bardzo happeningowe miejsce. Powinieneś się kiedyś tam ze mną wybrać. - Wyraźnie nie masz żadnych zmartwień, skoro rozbijasz się po nocnych lokalach. - O co miałbym się martwić? - Na początek o strajk. Jeżeli to ci nie wystarczy, może pomyślisz o tym, że jesteś głównym podejrzanym w śledztwie o morderstwo? - Huff powiedział, że wynegocjujesz pokojowe zażegnanie strajku, a co do tej drugiej sprawy, wczoraj po południu rozmawiałem z moim nowym prawnikiem. Gadaliśmy przez telefon ponad godzinę. Opowiedziałem mu wszystko, od chwili, gdy znaleziono ciało Danny'ego. Powiedział, że nie mam się czym martwić. Nie mają na mnie nic, co by łączyło mnie z morderstwem, z wyjątkiem żałosnej paczki zapałek, którą równie dobrze mógł tam przywlec jakiś szop. - Tak właśnie podejrzewałem. Chris spojrzał na Becka ostro. - Pesymista z ciebie i dziwak. Przestajesz być zabawny. W każdym razie ten adwokat przerobi Wayne'a Scotta na kaszkę. Jakieś nowe wieści o Klapsie? - O niczym nie wiem. - Ten prawnik powiedział, że opowiastka o Kainie i Ablu to desperacki gest zdesperowanego uciekiniera przed prawem. - Zgadzam się. Razem weszli do łazienki. Chris podszedł do urynału, a Beck stanął przy umywalce i przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Oczy miał zaczerwienione z powodu niewyspania, policzki porastała szczecina, a włosy po jednej stronie były zmierzwione i sterczały ku górze. Ale przynajmniej jego twarz wyglądała normalnie, czego nie można było powiedzieć o twarzy Clarka Daly'ego. Zapytał Chrisa, czy wie o ostatnim incydencie. - Kiedy wczoraj w nocy wróciłem do domu, Huff jeszcze nie spał. Opowiedział mi o wszystkim. Sięgnąwszy do kabiny, Beck odkręcił kurki pod prysznicem i zaczął się rozbierać. - Pobili go dość poważnie. Chris spuścił wodę. - Moim zdaniem dostał dokładnie to, na co zasłużył. Ile to razy obcięto mu pensję za spóźnianie się do pracy, niepojawienie się w ogóle lub przychodzenie w stanie wskazującym na spożycie? Dziesiątki, jeśli dobrze pamiętam. Zawsze jednak dostawał kolejną szansę i jak nam teraz
- To znaczy, Henry - poprawił się pospiesznie, ale i tak za późno, Tammy zaczęła przyglądać mu się z ogromną re¬zerwą.
- Naprawdę musimy porozmawiać! To bardzo ważne.
- Tak, to wspaniałe dziecko - przytaknął Mark, nie kry¬jąc dumy, co dziennikarze skwapliwie wykorzystali, robiąc kolejną serię zdjęć.
- Dobranoc.
- Nie. Minęło wiele czasu i od tamtej pory nikt mnie nawet nie odwiedził. Odbieram i wysyłam jedynie skrzynie z

Zawodników ogarniało znużenie i irytacja.

- Nie pożałujesz.
- Usłyszysz ją jeszcze wiele razy - przerwał jej tonem nie znoszącym sprzeciwu - ponieważ to jest właśnie sedno sprawy. Myślisz, że mnie jest tutaj dobrze? Mam piękną po-siadłość zaledwie kilkanaście kilometrów stąd, w Renouys. Chciałbym dalej tam mieszkać i prowadzić swoje normalne życie, a nie występować w roli panującego. Robię to wyłącznie


niczego nie rozumiał, ale chyba nie był całkiem nieczuły. Zdobyła się na energiczne
Bella zdołała kopnąć rewolwer w kąt kajuty, ale nim zdążyła go dosięgnąć, Blaque zwalił się jej na plecy. Był dużo silniejszy i szybszy niż sądziła. Zaczął ją dusić, ale zdołała oswobodzić jedną rękę i uderzyć go pięścią w twarz. Przez chwilę obydwoje z trudem łapali powietrze. Pierwsza odzyskała panowanie nad sobą, obróciła się szybko na bok i wyciągnęła rękę po broń. Dotknęła opuszkami palców rękojeści, lecz właśnie wtedy Blaque szarpnął ją z całych sił za włosy. Znów udało jej się wymierzyć mu cios, jednak nie na tyle silny, by go ogłuszyć. Tarzali się po miękkim dywanie jak kochankowie. Z rozciętej wargi płynęła mu krew, pod jej poszarpaną, bluzką tworzyły się bolesne siniaki.
Inaczej niż jego przyjaciele, lord Byron i Beau Brummel, z których pierwszy umknął z

Położył palec na jej ustach, ale nie pocałował jej, tak jak sobie życzyła.

- Tak, ale najpierw musimy coś wygrać. Wierz mi, już to wcześniej robiłem. -
zrozumiała, że nic go nie przekona.
ale przecież robi to dla swojej miłości, która jest o wiele ważniejsza. Będzie jednak źle,